Wyslij
Interesuje Cię rozpoznawanie mowy?
Poufność
Adresy mailowe wpisane z użyciem tego formularza będą wykorzystywane wyłącznie do okresowego udzielania informacji na temat rozwoju oprogramowania skryBot - rozpoznawanie i dekodowanie mowy po polsku.

Warto dokonywać nagrywania rozmów w prawie dowolnej sytuacji

Nagrywanie rozmów jest legalne w sytuacji gdy jesteśmy stroną rozmowy. W innym przypadku jest to podsłuch.
Zdarza sięteż że nagrywanie odbywa się w sytuacji monitoringu pomieszczenia lub obiektu gdy zostawiamy dyktafon w pozycji czuwania i nagrywania i nagra wtedy sytuacją karalną lub korzystną dla rozstrzygnięcia sądowego.

Pewnik pierwszy: Ludzie kłamią aby się obronić. I nie ma żadnej obrony przeciw kłamstwu poza obroną materialnym dowodem.
Pamiętajmy przed podsłuchem lub nagraniem własnych rozmów nie da się ochronić. Należy po prostu żyć uczciwie i nie kłamać.
Dla weryfikacji w późniejszych rozprawach proponujemy też używanie oprogramowania do nagrywania rozmów telefonicznych naszej produkcji
Cytujemy poniżej arcyciekawy artykuł wywiadu z Sommelierem restauracji ze strony www.onet.pl zanim zniknie z tej strony:
link do artykułu
artykuł na onet

Podsłuchali najważniejsze osoby w Polsce, a wyciek nagrań doprowadził do wybuchu afery, która kosztowała PO utratę władzy. Nagrywali, bo po prostu mogli. I było to dziecinnie łatwe. Dlaczego to robili? Czy nie bali się wpadki? Kulisy tej działalności odsłania w rozmowie z Onetem Konrad Lassota – były sommelier w restauracji Amber Room i jeden z autorów nagrań. – Teraz wiele osób będzie zaprzeczało, że w ogóle było w restauracji albo że do takich spotkań dochodziło. Książki rezerwacji oraz monitoringi są jednak mniej zawodne niż ludzka pamięć – dodaje.

Konrad Lassota
Foto: Radek Pietruszka / PAP

Jak uchronić się przed podsłuchem? „Ta afera otworzyła ludziom oczy”

Zobacz więcej
Swoją historię Konrad Lassota opisał w książce „Jak podsłuchałem system. Ośmiorniczki, czyli elita na widelcu”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa The Facto. W wywiadzie udzielonym Onetowi mówi nie tylko o tym, dlaczego zdecydował się na taki ruch, ale także wyjaśnia, czemu nie zaprzestał nagrywania swoich gości, nawet gdy usłyszał groźby.

Jak teraz wygląda jego życie? Co i jak piją najbogatsze i najbardziej wpływowe osoby w Polsce? Czemu na taśmach nie ma polityków PiS? Jaką rolę w całej sprawie odegrały służby specjalne? I jak zachowali się bohaterowie nagrań już po wybuchu afery podsłuchowej, a zwłaszcza Lech Wałęsa? To tylko część pytań, na które odpowiada.

Rafał Zychal (Onet): Nie sądziłem, że tak ważne osoby w Polsce można nagrać w tak banalny sposób. Łatwość, z jaką to zrobiliście, naprawdę zdumiewa. Czy ci politycy i biznesmeni byli aż tak nieświadomi, czy po prostu beztroscy?

Konrad Lassota: Myślę, że to był splot wielu czynników, które się na to złożyły. Przede wszystkim, był to już kolejny rok rządów tej samej koalicji. Ci sami ludzie, na tych samych stanowiskach, spotkania z tymi samymi lobbystami czy biznesmenami. Wiadomo więc, że z zacisza gabinetów zaczęli się przenosić do restauracji. Bo tam jest alkohol, dobre jedzenie. Jest wygodniej, nie tak oficjalnie, a do tego bardziej kameralnie. To wszystko tworzy lepszą atmosferę do rozmów, nie zawsze o jasnych intencjach. Wydaje mi się, że ta beztroska polityków zrodziła się z tego, że przez wiele lat było spokojnie, nic się nie działo.

I tylko dlatego dali się tak łatwo nagrać?

Nie tylko. Bo przecież jeżeli wcześniej pojawiały się jakieś drobne „aferki”, choćby wtedy, gdy media pisały o posłach PO jedzących sushi z ciała modelki czy aferze zegarkowej, to sprawa żyła jedynie przez chwilę. Potem politycy wracali do swoich codziennych rytuałów, czyli beztroska powracała. Ale trzeba też powiedzieć, że bardzo cenili profesjonalizm w miejscach, w których pracowaliśmy. Łukasz wypracował sobie markę. Przez wiele lat pracował z nimi bezpośrednio, będąc na każde ich zawołanie. Ja natomiast byłem związanym z miejscem, które z profesjonalizmu, czyli świetnego wina, jedzenia i obsługi słynęło. Na pewno więc jakaś doza zaufania i poczucie bezpieczeństwa do spotkań w tych miejscach była.

Rozumiem, że to właśnie Łukasz miał bliższe relacje z osobami, które potem zostały nagrane?

Ja nie miałem tak bezpośredniego kontaktu z nagrywanymi ludźmi jak Łukasz. To nie byli moi przyjaciele, znajomi czy osoby, które lubię mniej czy bardziej. To właśnie Łukasz był tą osobą, która miała z nagranymi osobami relacje bardziej personalne – począwszy od przejścia na „ty”, aż po bardziej towarzyskie historie. Ja miałem kontakt z innymi ludźmi i oni nie znaleźli się na tych nagraniach, które zostały ujawnione. Odbywali głównie spotkania towarzyskie, z przyjaciółmi, z rodzinami.

Rozumiem profesjonalizm, rozumiem dobre relacje z wami, ale że poczuli się aż tak bezpieczni, że mówili takie rzeczy, które potem poznaliśmy z nagrań? Przecież podobnych afer było w przeszłości wiele. A i wy działaliście w niezbyt wyrafinowany sposób.

Kevin Mitnick, jeden z najbardziej znanych hakerów, wspominał kiedyś, że hacking to nie jest łamanie szyfrów, ale łamanie ludzi. I w ten sposób obchodził najbardziej zabezpieczone systemy – podawał się za znajomych, za przyjaciół i zdobywał dostępy, hasła. Nie był fantastycznym hakerem, ale udawało mu się łamać te systemy w inny sposób: dzięki temu, że to właśnie było tak banalnie proste. Podobnie było w naszym przypadku: to również było dość proste, bez zbędnego kombinowania.

Urządzenia przecież nie były specjalnie ukrywane.

Nie były. Nie było też możliwości, by zainstalować je na stałe. Tym bardziej więc dziwią słowa wielu specjalistów o wyrafinowanych i specjalistycznych systemach, czy choćby detektywa Krzysztofa Rutkowskiego, który przekonywał, że podsłuchy były ukryte w nodze od stołu.

Wasze nagrania to jedno. Ale w książce wspomina Pan też o tych materiałach, które wtedy „krążyły po mieście”. Choćby płyta z nagraniem senatora Krzysztofa Piesiewicza. O wiele bardziej szokuje informacja o materiale, na którym „wpływowy i zamożny Polak” brutalnie molestuje nieletniego chłopca poza granicami Polski. Co wiedzieliście o rynku takich nagrań?

Zarówno wątek nagrania senatora Piesiewicza, jak i ten seksualny, to były w mojej opinii po prostu zwyczajne haki zbierane na dane osoby przez byłych współpracowników. A jeżeli chodzi o inne lokale, inne restauracje, to według mojej wiedzy była siatka takich miejsc, w których dokonywano nagrań. Wcześniej pojawiały się przecież informacje, że nagrywano rozmowy w Lemongrassie. Listę miejsc, o których mówiło się w kontekście podsłuchów, uzupełniają też inne warszawskie restauracje. A w nagranej rozmowie pomiędzy prezydentem Kwaśniewskim i Ryszardem Kaliszem padają zwroty, że właśnie jedna z nich jest na pełnym podsłuchu i aby nie rozmawiać w niej o poważnych tematach. Pozostaje też kwestia podsłuchu znalezionego w Restauracji Różana. Odnaleziono go tuż przed spotkaniem ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka z jego holenderskim odpowiednikiem.

Wróćmy do samego Łukasza N. W swojej książce przedstawia go Pan raczej w sposób chłodny, mocno zdystansowany. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Utrzymujecie jeszcze jakikolwiek kontakt?

Ostatni raz widzieliśmy się w siedzibie Centralnego Biura Śledczego Policji. Był już na miejscu, kiedy ja tam dotarłem. I od tego czasu w zasadzie nie utrzymujemy już żadnego kontaktu. Z tego, co wiem, Łukasz bardzo długo był objęty programem ochrony osób zagrożonych. Za pośrednictwem funkcjonariuszy przekazywałem mu kartki z życzeniami świątecznymi. Ostatni raz miało to miejsce przy okazji poprzednich świąt wielkanocnych. Wiedziałem, że będąc w tym programie, jest się odseparowanym od świata. A to może być męczące i trudne. To była moja ostatnia próba kontaktu z nim. Od tego czasu nie podejmowałem już żadnej próby. On ze mną nigdy nie starał się skontaktować. A jeżeli chodzi o sam sposób opisania Łukasza w książce, to od osób, które już ją przeczytały, zbieram różne opinie.

Ma Pan do niego żal?

Tak, trochę po ludzku mam żal.

A gdyby nagle, jakimś zrządzeniem losu, wasze problemy cudownie zniknęły, to byłby gotów znów z nim współpracować? Na polu czysto zawodowym, gastronomicznym. Bo tworzyliście zgrany duet. Zaufałby mu Pan jeszcze raz?

Nie, myślę, że nie. Wie pan, to jest trochę tak jak z żoną, która zdradziła męża czy samochodem, który po raz kolejny psuje się w trasie. Tutaj jest podobnie. Był pewien etap współpracy, lubiliśmy się, ufałem mu. Wydaje mi się też, że w kwestii pomocy po wybuchu samej afery nie mam sobie nic do zarzucenia. Ale to etap w moim życiu, który już został zamknięty. Życie wszystko zweryfikowało i zostali przy mnie tylko prawdziwi przyjaciele i ludzie dobrze mi życzący. Oni przy mnie są i przetrwali, ale dużo osób odeszło, gdzieś wykruszyło się po drodze. Zwyczajnie, po ludzku przestraszyli się.

Jak wygląda życie Konrada Lassoty po aferze? Czym się Pan zajmuje, co robi, a czego robić nie może?

Mogę robić wszystko. Największym problemem jest jednak zdemolowana głowa. Po tych wszystkich przeżyciach, straszeniu mnie, po tym, co widziałem i co przeżyłem. Po wszystkim, jak już próbowałem wrócić do pracy, chciałem odejść od gastronomii, zmienić branżę. Odseparować się. I wtedy pojawił się problem: nie miałem doświadczenia w pracy poza znaną mi branżą. A stanowiska, do których aspirowałem, wymagały takiego doświadczenia. Ale były też sytuacje, gdy powiedziałem, że ja to ja, bo nie zamierzałem tego ukrywać przed pracodawcami, i ktoś po prostu podziękował. Wolał nie ryzykować.

A nie myślał Pan o tym, by zostać doradcą restauracji, który pomagałby uchronić te lokale przed tym, co sam Pan robił? Taki „kontrwywiad” dla właścicieli, którzy chcieliby uchronić swoje lokale przed wpadką i utratą gości.

Szczerze mówiąc, jest pan pierwszą osobą, która mi o tym powiedziała. Nie wiem, czy w realiach polskiej gastronomii jest to w ogóle realne, ale to całkiem dobry pomysł.

Donald Tusk omijał wizyty w restauracjach i miejscach, w których może zostać zauważony. Przez rok widziałem go tylko raz w Pałacu Sobańskich. Był zaledwie przez krótką chwilę i w większym gronie (…) Według mojej wiedzy nie ma żadnych nagrań Tuska z Klubu Polskiej Rady Biznesu czy restauracji Sowa & Przyjaciele Fragment ksiażki
Sowy i Przyjaciół już nie ma. Amber Room istnieje, ale jego renoma na pewno ucierpiała. Co dalej z samymi lokalami, w których podsłuchiwaliście?

Na pewno zmienił się ich profil. A i ci goście polityczni są bardziej uważni. Bo z tego, co wiem, liczba imprez oficjalnych jest wciąż dosyć duża, ale spotkań prywatnych raczej już nie ma.

Gdzie więc przenieśli się teraz politycy?

Szczerze mówiąc, nie wiem. Niezbyt mnie to interesuje.

Czy już po wybuchu afery odzywali się do was politycy? A może było wręcz odwrotnie – zaczęli się was wypierać. Choć po tym, co pisał Pan, choćby o relacjach między Łukaszem N. a Sławomirem Nowakiem, to jednak wydaje się trudne.

To właśnie było bardzo specyficzne. Kiedy czytałem w prokuraturze zeznania tych osób, to wiele z nich, które było z Łukaszem na „ty”, wysyłało mu SMS-y, zdjęcia z wakacji czy przywoziło z zagranicy jakieś prezenty, nagle, po okazaniu przez prokuratora jego zdjęcia, mówiło: „wydaje mi się, że to chyba ta osoba, ale za bardzo nie wiem, nie pamiętam, nie znałem go zbyt dobrze” czy podobne rzeczy.

Sam byłem uczestnikiem spotkań, gdzie Łukasz z wieloma osobami się bardzo spoufalał, wymieniali żarty, na które nie można sobie pozwolić przy kimś, kogo się widzi po raz pierwszy. Mówimy może nie o relacjach na stopie przyjacielskiej, bo to zdecydowanie za duże słowo, ale bardziej o kontakcie towarzyskim, osobie znajomej. I potem, już w obecności prokuratora, nagle jest wycofanie w stylu – nie wiem, nie znam tego człowieka. Całkowity dystans. Podejrzewam, że teraz wiele osób będzie zaprzeczało, że w ogóle było w tej restauracji czy, że do takich spotkań dochodziło. Książki rezerwacji oraz monitoringi przed restauracjami są jednak mniej zawodne niż ludzka pamięć.

Co ciekawe, jednym z niewielu polityków, który zachował się inaczej, był Lech Wałęsa. I jest Pan mu wdzięczny, że nie złożył wniosku o status pokrzywdzonego w aferze taśmowej. A jedyne, o co były prezydent poprosił, to o kopię nagrania, jeżeli się już znajdzie, gdyż… chciałby ją zdeponować w swoim muzeum na Jasnej Górze.

Ja sam byłem tym zdziwiony, nie wiedziałem o tym. Jak były prezydent sam stwierdził, on był do takich nagrań przyzwyczajony. Ale sporo innych osób, choćby wicepremier Bieńkowska, podeszło do tego tematu bardzo spokojnie, czyli odpuściło sobie staranie o status osoby pokrzywdzonej w śledztwie. Myślę, że po prostu chcieli mieć spokój z prokuraturą. Bo wiele osób, które zgłaszały się do prokuratury, po drugim, trzecim, piątym kontakcie zmieniały zdanie. Zresztą ja też mam status osoby pokrzywdzonej czy świadka w wielu sprawach.

Jaka była pierwsza reakcja, kiedy odsłuchiwał Pan nagrania ze spotkań polityków i biznesmenów? Co Pana uderzyło najmocniej? Ten rozziew między obrazem polityków w mediach a tym, co znalazło się na nagraniach?

Bezkarność. Jej idealnym odzwierciedleniem było to, co powiedział, chociażby, minister Radosław Sikorski, czyli „dwa razy obiecać to jak raz dotrzymać”. Drugą rzeczą był fakt, że oni się z tym zupełnie nie kryli. Tak, jak mówił pan o tej łatwości, z którą my do nich docieraliśmy i jak oni nie zdawali sobie z tego sprawy, tak tutaj, taki sposób mówienia, był dla nich czymś zupełnie normalnym. Opowiadanie o tym, że ktoś „przekręcił” tyle i tyle milionów, ktoś wziął łapówkę, a ktoś inny – wypłacił sobie taką i taką premię. Dla nich to był chleb powszedni.

A może oni po prostu pokazali swoje „ludzkie” oblicze. Inną kwestią jest to, że ludzie oczekują od polityków zachowania wyższych standardów. Tymczasem oni, zachowując wszelkie proporcje, jawią się na tych nagraniach jak normalni ludzie podczas spotkań przy alkoholu.

Pewnie tak. Natomiast wrażenie robiła skala tego, co można było usłyszeć. Za przykład niech posłuży choćby dyskusja na temat PKP. Podczas jednej z rozmów minister Sławomir Nowak mówił, że przy przetargu związanym z bezpieczeństwem informacji i certyfikatami ISO w spółce PKP rzecz wartą 80 tysięcy zależna spółka PKP Informatyka wyceniła na 500 tysięcy. Ale przetarg wygrała firma, która zaproponowała cenę 20 milionów złotych! To czterdzieści razy drożej! Zawsze zadziwiała mnie nonszalancja i lekkość, z jaką rozmawiało się o sprawach państwowych. Tak, jak wtedy, gdy dyskusja dotyczyła opóźnień w budowie gazoportu w Szczecinie. „Stracimy tyle i tyle milionów? Nie ważne” – do tego się to wszystko sprowadzało.

Ale to chyba nie jedyne takie brutalne zderzenie pewnego obrazu z rzeczywistością. Podobnie jest w przypadku działań służb specjalnych, które starały się wyjaśnić aferę podsłuchową. Porównanie wszechpotężnych i wyjątkowo sprawnych służb, a taki obraz płynął z oficjalnych komunikatów, z tym, co pisze Pan w swojej książce, jest jednak uderzający. W tym porównaniu wyglądają one na bandę amatorów.

ABW po moją torbę wysłało do restauracji dwa samochody opancerzone. A na miejscu poinformowali wszystkich, że jest zagrożenie atakiem terrorystycznym. Wcześniej zaś przez przeszło dwa tygodnie nie byli w stanie ustalić żadnych konkretów. Dla mnie, jak obserwowałem to z zewnątrz, to było błądzenie, chodzenie po omacku. Zupełnie nie wiedzieli, co mają ze mną zrobić.

Można powiedzieć, parafrazując byłego prezydenta, że cała operacja podsłuchiwania przez was znanych osób była „w sposób arcybolesny prosta”.

Bo była. To miała być operacja polegająca na założeniu urządzeń rejestrujących i przekazaniu ich służbom. Nikt z nas, a na pewno nie ja, nie przewidywał scenariusza, że stanie się to sprawą medialną.

Od tego pytania nie uciekniemy – dlaczego w gronie nagranych osób nie ma nikogo z PiS? „Dwóch kelnerów, na zlecenie PiS, nagrywało polityków, by obalić rząd” – taki scenariusz przecież pojawił się w przestrzeni publicznej już po ujawnieniu nagrań.

Nie zarejestrowałem rozmów polityków PiS, bo u mnie ich nie było. Czy bywali i bywają gdzie indziej, tego nie wiem.

Nie było żadnej taryfy ulgowej?

Nie było. Zresztą ja w wyborach w 2011 roku głosowałem na Platformę Obywatelską, byłem jej wyborcą.

Skoro nie działaliście „na zlecenie” polityków PiS, to może po prostu daliście się wykorzystać służbom specjalnym?. Zresztą ten wątek powracał w waszych rozmowach z Łukaszem N. Nie było to dla Pana niepokojące?

Cała moja wiedza to są tylko domniemania. Z Łukaszem rozmawialiśmy o wielu kwestiach, lubiliśmy się, razem sprzedawaliśmy wina, organizowaliśmy cateringi, z których korzystali i politycy, planowaliśmy nawet otwarcie firmy z tym związanej. Ale ja też nigdy nie dopytywałem go o tę kwestię. On sam był bardzo oszczędny w słowach. Ale było kilka rzeczy, które przykuwały moją uwagę.

Co to było?

Łukasz był osobą, która naprawdę bardzo słabo znała się na komputerach, miał problemy nawet z podstawową obsługą pakietu biurowego. Ale kiedy chodziło o kwestię techniczne, takie jak na przykład zniszczenia dysków, to nagle miał szczegółową instrukcję. Wiedział, jak i gdzie uderzyć porcelanowy dysk młotkiem, żeby jego zawartość była nie do odzyskania. Łukasz dysponował też tą płytą z nagraniem senatora Piesiewicza, kontaktami z funkcjonariuszami BOR, którzy też bywali w restauracjach. W rozmowach używał zaś specjalistycznego słownictwa czy kryptonimów. To jest źródło mojego domniemania, ale on też sam o tym kilkukrotnie wspominał. I tyle. Ja byłem tylko ostatnim trybikiem, który w to nie wnikał. A do tego zostałem mocno skarcony, kiedy chciałem się wycofać…

To dlaczego jednak się Pan nie wycofał? Mimo tych wszystkich ostrzeżeń, a potem i zagrożenia, nagrywał Pan do samego końca.

Po dwóch tygodniach chciałem zrezygnować. Złożyłem nawet wypowiedzenie w pracy. Od Łukasza dostałem wtedy konkretną informację, że jest już za późno, żeby się wycofać.

Czytając opis przesłuchań, wyłania się niezwykle traumatyczny obraz. Łącznie z groźbą pozbawienia życia. Gdy teraz Pan na to patrzy, to rzeczywiście te wszystkie zagrożenia były realne czy jedynie była to pewna gra ze strony służb?

Do tamtej pory jedyne mandaty, jakie płaciłem, były za przekroczenie prędkości albo złe parkowanie. Nawet podatki płaciłem na czas. I nagle znalazłem się w takiej sytuacji, gdzie każda policyjna syrena wywołuje obawę i gęsią skórkę na ciele. Potem słyszę też płaczącego Łukasza, jego traumatyczną relację. Jesteśmy w jednostce do zwalczania aktów terroru, gdzie człowiek nabiera respektu i strachu. To na pewno wpłynęło bardzo mocno na moje przerażenie. Wtedy chciałem całą sprawę mieć jak najszybciej z głowy. Naiwnie uwierzyłem, że da się ją tak załatwić, żeby się rozeszła po kościach, bez zbytniego uszczerbku dla mnie i bliskich. I właśnie to wykorzystali funkcjonariusze.

Jan Kulczyk był człowiekiem starej daty. Często na spotkania przychodził z przygotowanymi liczbami i danymi zapisanymi długopisem na zwykłej kartce A4. Papier był jego narzędziem pracy również dlatego, że był bezpieczniejszy. Rozmowa zawsze może zostać nagrana, a kartkę wystarczy zniszczyć albo wytłumaczyć jako nieistotne zapiski. Fragment książki
Jak?

Choćby ta sprawa Białorusina, który miał dostać na mnie zlecenie. Wtedy było to dla mnie wiarygodne. Zadarliśmy z wieloma ludźmi, politykami, biznesmenami, którzy dysponują sporymi możliwościami. Bo niejeden ochroniarz biznesmena w Polsce ma słynne „łezki” wytatuowane pod okiem. A to zwykle znaczy, że jakieś zabójstwo na swoim koncie ma. Potem mówili, że jak nie będziecie współpracować, to zrobią z was najgorszych z możliwych. Do tego dochodził też program ochrony osób zagrożonych. Nie mogę o nim wiele mówić, bo podpisałem pewne dokumenty i nie mogę zdradzać technik operacyjnych.

Na koniec zmieńmy nieco temat. Jak piją polscy politycy i biznesmeni? Czy są wśród nich osoby świadome tego, co piją oraz tego, jak dobierać trunki, choćby do potraw?

Lobbysta Marek Dochnal robił wrażenie osoby, która wiedziała co, gdzie i jak. A do tego nie było to udawane, pompowane, takie na zasadzie „ktoś mi powiedział, że trzeba pić takie wina, więc je piję”. Rzeczywiście widać było u niego taką naturalną satysfakcję, umiejętność połączenia wina z potrawą. Cieszenie się nimi. Ale jeżeli chodzi o polityków, to daleko im było do tego etapu. Przykład? Nawet w sytuacjach, gdy pili wina z wyższej półki, kosztujące po kilkaset złotych za butelkę, to i tak często mieszali je z wódką czy whisky. Taki typowy, to trochę biblijne, grzech nieumiarkowania w jedzeniu i piciu.

Nagrywanie rozmów telefonicznych przez telefon z Androidem i Windows Phone 7,1; 7,5; 8.

Oferujemy polskie oprogramowanie do nagrywania rozmów telefonicznych dla systemów Android oraz Windows Phone.

Działa we wszystkich telefonach (Samsung Galaxy, HTC, Sony Ericsson, LG, Motorola i wielu innych) z powyższymi systemami, początkowo udostępniamy poniższą wersję testową nagrywania rozmów dla telefonów z systemem Android od 2.0 wzwyż.

Oprogramowanie skutecznie działa w wielu typach telefonów różnych marek.

Rozmowy są nagrywane przez banki, firmy telekomunikacyjne i energetyczne.

Ty też nagrywaj!

Udostępniamy program do nagrywania rozmów telefoniczny w systemie Android i Windows!

Już nikt nie powie, że musisz płacić za coś czego nie chcesz!

Dokumentuj telefonem ustne umowy.

Nagrywanie rozmów telefonicznych, oraz rejestracja innych danych: Program umożliwia nagrywanie rozmów telefonicznych, filmów, fotografowanie dokumentów oraz wysyłanie danych do serwisu Przepisywanie.pl w celu zamiany na tekst.

Wersje oprogramowania:

  1. Wersja bezpłatna – Jedyne ograniczenie: odtwarza komunikat o nagrywaniu rozmowy.
  2. Wersja prywatna – bez ograniczeń wersji bezpłatnej
  3. Wersja firmowa – Faktury dla firm, konfiguracja automatycznego przesyłania danych (nagrania, dokumenty) do archiwizacji.

Zainstaluj lub kup program klikając:

Kupuję

Linki do Google Play i App Store Windows

Zainstaluj bezpłatną wersję Beta dla Android, PRZETESTUJ: PRZEPISYWANIEPL.apk Przepisywanie pl APK oprogramowanie do nagrywania rozmów w systemie Android

Plik wersji testowej 1.0. Wed 2012/11/21 17:49

Instrukcja używania oprogramowania do nagrywania rozmów telefonicznych Android, Windows Phone:

Programem można posługiwać się intuicyjnie oraz ma wbudowaną instrukcję.

Główne funkcje:

  • Nagrywanie odbieranych rozmów telefonicznych
  • Nagrywanie wybieranych rozmów telefonicznych
  • Ignorowanie wybranych kontaktów telefonicznych
  • Zapisywanie tekstowej notatki do nagranej rozmowy
  • Wysyłanie wybranego nagrania, dokumentu (z notatką) do serwisu Przepisywanie.pl dla przepisania nagrania lub dokumentu
  • Płatności za usługi przepisywania nagrań lub dokumentów realizowane przez serwis przelewy24.pl
  • Odsłuchiwanie wybranego nagrania
  • Kasowanie wybranych nagrań i notatek
  • Archiwizacja danych w Przepisywanie.pl
  • Automatyczne kasowanie po ustalonym czasie

Pozostałe funkcje:

  • Wielojęzyczny interfejs
  • Przepisywanie nagrań i danych w różnych językach

Wymagania sprzętowo systemowe

  • System Google Android® w wersji 2.1 lub nowszej wraz oraz telefon
  • System Windows Phone w wersji 7.1 lub nowszej oraz telefon
  • Działające łącze telefoniczne oraz internetowe (tylko do wysyłania)
  • Wolne miejsce w pamięci urządzenia > 50MB, opcjonalnie SDCARD
  • Działające łącze internetowe dla funkcji: rejestracji w systemie Przepisywanie, wysłania nagrań i dokumentów oraz notatek, wyceny, zapłaty.
Wymagane zezwolenie na uprawnienia dla oprogramowania:
  • Komunikacja sieciowa pełny dostęp do Internetu.
  • Informacje osobiste czytaj dane kontaktów.
  • Pamięć zmodyfikuj lub usuń zawartość pamięci USB.
  • Rozmowy telefoniczne odczytywanie statusu i identyfikatora telefonu, przechwytuj połączenia wychodzące.
  • Sprzętowe elementy sterujące nagraj dźwięk, zmień ustawienia dźwięku.
  • Usługi płatne bezpośrednio wybierz numery telefonów.
  • Narzędzia systemowe zapobiegaj przejściu telefonu w tryb uśpienia.
  • Komunikacja sieciowa wyświetl stan sieci.
  • READ CONTACTS sprawdzanie czy numer jest w Książce telefonicznej
  • READ PHONE STATE rozpoznawanie odebrania rozmowy telefonicznej
  • PROCESS OUTGOING CALLS rozpoznawanie wybierania rozmowy telefonicznej
  • MODIFY PHONE STATE rozpoznawanie rozpoczęcia i zakończenia rozmowy
  • MODIFY AUDIO SETTINGS zmiana głośności rozmowy
  • RECORD AUDIO nagrywanie pliku dźwiękowego
  • READ EXTERNAL STORAGE odczytywanie danych z pamięci
  • WRITE EXTERNAL STORAGE zapisywanie danych w pamięci
  • ACCESS NETWORK STATE rozpoznawanie łącza telefonicznego
  • INTERNET rozpoznawanie łącza internetowego
  • WAKE LOCK podtrzymywanie podświetlenia ekranu